Na niby - Naprawdę

Félix Lope de Vega y Carpio

Lope de Vega

 Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele.
Serdecznie zapraszam na naszą ostatnią premierę – „NA NIBY – NAPRAWDĘ” wg dramatu Lope de Vegi.
Mamy ten przywilej i tę radość, że po raz pierwszy na scenie w Polsce prezentujemy ten niezwykły i ekscytujący dramat mistrza hiszpańskiego baroku.
A stało się to możliwe dzięki Pani Magdalenie Pabisiak, która ten tekst znakomicie przetłumaczyła oraz dzięki Pani Profesor Katarzynie Mroczkowskiej-Brandt, która dramat ten poleciła mi.
Dziękuję!

więcej...

Z radością przedstawiam Państwu Twórców spektaklu:

  • scenariusz, inscenizacja,reżyseria Andrzej Dziuk
  • asystent reżyseraMarzena Garbowska
  • muzyka Jerzy Chruściński
  • aranżacja i wykonanie muzykizespół „QUE PASSA”:Jarosław Dzień – gitara klasycznaŁukasz Belcyr – gitara akustycznaGrzegorz Bąk – gitara basowaMichał Pejker – perkusjaBogdan Zięba - akordeonDorota Ficoń - śpiew
  • charakteryzacjaMagdalena Koriat
  • scenografiaMarek Mikulski
  • asystent scenografaJolanta Solska
  • choreografiaAnita Podkowa
  • Zespół Sceny Tańca Współczesnego w składzie:Anita PodkowaNatasza LeśniakMagdalena MalikAleksandra Kupis
  • konsultacja audio-videoMariusz Czarnecki (Music-Info)
  • operator kameryMarcin Szyndler

Prapremiera polska 8 grudnia 2012Scena Witkacego

Galeria zdjęć  

1.jpg2.jpg3.jpg4.jpg10.jpg11.jpg6.jpg12.jpg8.jpg13.jpg9.jpg7.jpg15.jpg5.jpg14.jpg

foto Marcin Kopeć

Recenzja  

„Na niby-naprawdę” czyli pytanie o granice teatru

Żywot starożytnego chrześcijańskiego męczennika posłużył Lope de Vedze zarówno jako pretekst jak i źródło sensów dla pytania przewijającego się przez całą sztukę: czy to jeszcze fikcja czy już rzeczywistość? W najnowszym spektaklu Teatru im. Witkacego próżno jednak szukać odpowiedzi.

Próbując stworzyć Teatr Misterium reżyser i dyrektor teatru Andrzej Dziuk wziął tym razem na warsztat niedawno przetłumaczoną tragikomedię hiszpańskiego barokowego dramaturga Lope de Vegi „Na niby-naprawdę”. Napisana z inspiracji wiary sztuka pokazuje nieostrość granic między rolami, jakie przyjmujemy w życiu, a naszą tożsamością. Dotyka też kwestii przygodności i ulotności życia człowieka, aktora w teatrze świata. To zręczny i inteligentny przykład teatru w teatrze, czemu w sukurs przyszły nowe możliwości techniczne wyremontowanej po dwóch latach zakopiańskiej sceny.

Zacznijmy jednak od samej fabuły. Jej źródłem jest żywot świętego – patrona aktorów, jak przystało na sztukę typu Comedia de Santos. Nie ma to jednak bynajmniej nic wspólnego z komedią (wszystkie dramaty hiszpańskie nazywa się w ten sposób), ani z hagiografią czy z nieznośnym szkolnym dydaktyzmem rodem z lekcji katechezy.

Głównym bohaterem jest Ginezjusz, zawodowy aktor żyjący w czasach cesarza Dioklecjana, dla którego pisze i wystawia sztuki. Po narażeniu się władcy jedynym sposobem powrotu do łask jest zadanie odegrania sztuki wyszydzającej męczeństwo chrześcijan. Usiłując wcielić się jak najwierniej w rolę, Ginezjusz sam przeżywa nawrócenie, co przypłaca wyrokiem śmierci.

Niezwykłe losy świętego to jednak nie wszystko. Najciekawsza wydaje się dominanta kompozycyjna utworu, czyli motyw teatru w teatrze, bardzo popularny w czasach baroku. Metateatralne zabiegi zachwycą, ale i przyprawią o zawrót głowy nawet najbardziej uważnego widza. Od drugiego aktu miejscem akcji jest teatr. Mamy trupę aktorów, którzy wystawiają sztuki przed cesarzem, czyli po prostu spektakle w spektaklu. Sztuki Ginezjusza wyrażają prawdziwe uczucia członków trupy. Co więcej, najnowsza komedia ma posłużyć do podstępu, który wymyka się spod kontroli (fikcyjna ucieczka Emilii i Piotra ma miejsce na serio). Kiedy Ginezjusz się o tym dowiaduje, apeluje do cesarza zasiadającego na widowni o pościg, tym samym wciągając Dioklecjana w akcję. W ten sposób tytułowe „na niby” staje się „naprawdę”.

W przedstawieniu obserwujemy również próby przedstawień, warsztat aktorski, dyskusje o sztuce aktorskiej, poecie, repertuarze teatralnym i samym dramacie. Jesteśmy świadkami otwartego wchodzenia w rolę i wychodzenia z niej. Oglądamy też widownię: dwór Dioklecjana oglądający sztuki Ginezjusza. Prywatne kwestie wkradają się pomiędzy słowa wypowiadane ze sceny.

Żeby namieszać jeszcze bardziej, Andrzej Dziuk również eksperymentuje z formami metateatralnymi. Do akcji aktorzy włączają publiczność, która zagra samą siebie. Gdy reflektory przeniosą się na twarze widzów, padnie pytanie: „ilu z was to chrześcijanie?”, a gdy Ginezjusz porzuci tekst roli, mówiąc pod natchnieniem, aktorzy poproszą widzów o suflerską podpowiedź. Wyczuwając swoją obecność, będziemy obserwować samych siebie obserwujących teatr. A gdy służba Dioklecjana zacznie przesłuchiwać aktorów po wybryku Ginezjusza, w zeznaniach pojawią się tytuły sztuk, które grali w teatrze… Witkacego!

De Vega okaże się świetnym obserwatorem swojej epoki i z czystej zabawy przeniesie nas od koniec na poziom socjologiczny, filozoficzny i metafizyczny, odsłaniając metaforę świata jako teatru. Przypomnimy sobie, jakie maski jesteśmy zmuszeni przyjmować na co dzień, kryjąc prawdziwe uczucia, a jakie sami sobie nakładamy wobec ludzi, na których nam zależy.

Posługując się motywem Teatrum Mundi de Vega przede wszystkim porównuje złudność, przypadkowość i przemijalność ludzkiego życia, które reprezentuje karuzela zamachów stanu w walce o cesarski tron, z boską komedią i jej aktorem-człowiekiem, którą obserwuje niebiańska widownia, pojawiającą się w scenie nawiedzenia Ginezjusza przez anioła, podpowiadającego tekst jego ostatniej ziemskiej roli. Aktorzy wraz z widzami stają przed widownią Boga a fikcja przeistacza się w rzeczywistość.

Jeszcze jeden poziom to filozoficzna refleksja człowieka nad jego miejscem w sztuce. Ginezjusz, wybrany spośród innych aktorów dzięki talentowi ale także własnym cnotom zostaje wyróżniony przez świętość. To właśnie dzięki sztuce przekroczył swoją ludzką kondycję i został zbawiony. Jednocześnie jako artysta poprzez możliwość stwarzania znalazł się jakoby bliżej Boga.

Premiera „Na niby-naprawdę” zainaugurowała także nowe możliwości techniczne teatru. Podesty można teraz dowolnie konfigurować, przenosić. W pierwszej odsłonie widzimy dwie sceny na zmianę zmieniające scenografię połączone podestem, a w drugiej widownia okala scenę przypominającą średniowieczne miejsce kaźni, na którym zginie Ginezjusz.. Doszła możliwość projekcji multimedialnej, dzięki której podglądamy garderobę i z bliska widzimy finałową egzekucję. Na uwagę zasługuje także odnowiona elewacja budynku, pokryta wizerunkiem Witkacego, jego rysunkami i cytatami, a także eleganckie, secesyjne wnętrze teatru.

Wybierając się do Teatru Witkacego na sztukę „Na niby-naprawdę” można doznać teatru na wielu poziomach. W charakterystyczny dla de Vegi sposób tragizm splecie się z komizmem, sacrum z profanum, a realizm z fantastyką. W kolejnej próbie zespołu z Zakopanego w poszukiwaniu Misterium de Vega wydaje się doskonałym wyborem.

Magazyn
Portal Kulturalny