OPERETKA

Operetka

OPERETKA
Witold Gombrowicz

Autor w Komentarzu do wydanej w 1966 r. Operetki pisał: Ale ... jak tu nadziać marionetkową pustotę operetkową istotnym dramatem? Monumentalny idiotyzm operetkowy idący w parze z monumentalnym patosem dziejowym – maska operetki, za którą krwawi śmiesznym bólem wykrzywione ludzkie oblicze...

To właśnie bowiem Operetka jest tym dramatem, w którym Gombrowicz pokazuje upadek ancien régime’u - religii i władzy z bożej łaski, demokratyzację i wykluwające się z niej upiory totalitaryzmu by wreszcie skończyć – no właśnie.

Jaka może być dzisiaj konkluzja co do dalszej przyszłości świata?

Kim będzie – jest – dzisiaj człowiek?

Cały wywód Gombrowicza ucieleśniony jest w akcji opartej o genialną opozycje merytoryczną stroju i nagości – kultury i natury, reżimu i wolności.

Historia XX w. przedstawiona jest jako sui generis rewia mód, a szaleństwo stroju (kultury) obrazuje schorzenia niszczącej ludzka wolność (podmiotowość) dyktatura ideologii.

Operetka kończy się apoteozą młodości wiecznie nagiej, nagości wiecznie młodej, czyli pierwiastka spontanicznej swobody, która ocalić (może) ma nasze upokorzone człowieczeństwo.

Premiera 14 stycznia 2017, Scena Witkacego

Obsada

  • opracowanie tekstu i reżyseriaAndrzej St. Dziuk
  • scenografiaJacek Staniszewski
  • asystent reżyseraAndrzej Bienias
  • asystent scenografaJolanta Solska
  • realizator dźwiękuNatalia Sosna
  • choreografiaAnita Podkowa
  • muzykaJerzy Chruściński
  • muzycy:
  • Jerzy Chruściński - fortepian
  • Marcin Chryczyk - gitara basowa
  • Bartosz Dworak - skrzypce
  • Maciej Gruchacz - gitara elektryczna
  • Bartłomiej Kraczyński - perkusja
  • Dawid Makosz - instrumenty klawiszowe
  • DSC_1305
  • DSC_1390
  • DSC_1412
  • DSC_1474
  • DSC_1496
  • DSC_1503
  • DSC_1533
  • DSC_1542
  • DSC_1655
  • DSC_1728

Recenzja

„Mamy Gombrowicza słowem, a Dziuka teatralnym czynem…”
Fragment recenzji Stanisława Cz. Kurdziela (www.czeslawkurdziel.wordpress.com)

Operetka w Zakopanem. Premiera miała miejsce na Scenie Witkacego.
Opracowanie tekstu i reżyseria Andrzej St. Dziuk.
Muzyka – Jerzy Chruściński.
Choreografia – Anita Podkowa.
Scenografia – Jacek Staniszewski.
Bomba! Alem nie trąba…

(…)
Środkowe drzwi, prowadzące z foyer do głównego pomieszczenia Sceny Witkacego, pełnią wieloraką funkcję. Na wprost nich ściana zasłonięta szarym materiałem. Po lewej – na małym podium pomiędzy widownią a ową ścianą – zespół muzyczny. Nieco dalej fortepian, przy nim Jerzy Chruściński. Publiczność wypełnia lewą i prawą stronę amfiteatralnej części Sceny.

Widzowie siedzą na wprost siebie, rozdzieleni prawie że kwadratową przestrzenią sceniczną. Niczym w lustrze patrzą na siebie, a na odległość dotknięcia ręką – rozpocznie się sceniczne dzianie. Pojawią się aktorzy jako te zjawy, co tam w duszy ludziom gra– właśnie teraz, kiedy nas coś ściska i uciska… A może scena z widownią zamieni się w wcale nie symboliczny gabinet krzywych luster? Nie tylko jakiejś tam epoki wyrwanej z przeszłości, lecz współczesności? A może laboratorium okrutnego, refleksyjnego śmiechu? Z pustym echem?

Sceniczna przestrzeń wypełni się Operetką Witolda Gombrowicza. Miejscem jest zamek Himalaj, który w akcie III jest w ruinie. Rewolucja. Wiatr Historii… sporo czasu upłynęło. To już po obu wojnach światowych i po rewolucji. My – widzowie, współuczestnicy spektaklu Andrzeja Dziuka i czytelnicy dramatu Gombrowicza – mamy tych faktów świadomość.
(…)

Spektakl w Teatrze Witkacego nie odkrył, lecz udowodnił pozornie banalny fakt – to są naczynia połączone. W jednym trwa życie za murem sceny, w drugim – partytura dramatyczna. A łączy je publiczność wnosząca do spektaklu swój bagaż czy skrzydła, dzięki którym – w każdym spektaklu – odbywać się może misterium. W nim wciąż prowokacyjnie grzmią słowa autora – Nikt by nie uwierzył, ile wysiłków pochłonęła organizacja dramatyczna tego głupstwa. Zamknąć w operetce pewną pasję, pewien dramat, pewien patos, nie naruszając jej świętej głupoty – oto kłopot niemały.

W styczniowej premierze Dziuka narastało życie. Z nim przyszli widzowie. Z piekłem i rajem, w których kabaretowa konwencja, pomruki buntu, rewolucji w podwórkowym wymiarze, groźby, przeczucia wcale nie optymistycznej przyszłości – zderzyły się z Gombrowiczem, Dziukiem, całym zespołem Teatru. Od aktorów, muzykę wykonywaną na żywo po zespół obsługi technicznej.

Styczniowa Operetka styczniowa zabulgotała. Nadęła się. Pęcznieje…
To wszystko jest – na razie – oczekiwaniem na ciąg dalszy.

Aktorzy Dziuka pulsują własnym światłem. Nie odbitym, lecz na tyle oryginalnym, że widać w nich szkołę dyrektora i własną osobowość artystyczną. Są indywidualni, rozpoznawalni w tej polskiej mgle Melpomeny. Ileż to prób, premier, codzienności ich kształtowało. Zmiennej widowni, atmosfery zespołu, specyficznego klimatu pracy, odpowiedzialności oraz świadomości zawodowej. Oni nie gwiazdorzą. Stworzyli portrety, sylwetki i maski, pod którymi gotują się głębokie osobowości psychiczne.
(…)

Fior Marka Wrony jest dystyngowany, wyniosły, perfekcyjnie świadomy gry, w której uczestniczy. Ma pewność, że uruchamia oraz kontroluje wydarzenia. I siebie włącznie z przyszłością. Prestidigitator na każdą odsłonę historii. Jacek Zięba-Jasiński w roli Księcia Himalaj niepokoi. Wzbudza lęk nie tyle wyniosłością czy sztywnością etykiety, co doskonale maskowanym lękiem przed wyjściem z ram, jakie narzuca mu historia. A tak naprawdę to jest histeria. Dorota Ficoń – Księżna Himalaj. Świadoma swej pozycji towarzyskiej oraz rodowej zda się flirtować z całym światem tylko po to, aby udowodnić jakie to szczyty życiowe już osiągnęła. Z jakąż lekkością dźwiga swój arystokratyczny pomnik. Hrabia Szarm w wydaniu Piotra Łakomika jest dojrzałą kreacją. Pamiętam jego początki aktorskie na tej scenie. Teraz widzę świadomego artystę. Sugestywna postać. Baron Firulet w koncepcji Dominika Piejko jest ludzkim żywym srebrem. Przewrotność połączona z przebiegłością, która w każdej historii się odnajdzie.

Proboszcz Krzysztofa Najbora na każdym zakręcie dziejów da sobie radę. Potrafi zagrać także z losem, modlitwę zamienić w całkiem racjonalną ocenę faktów. Cierpienie i uśmiech z bagażem przeszłości. Z umiejętnością oceny sytuacji – wyrazista kreacja. Triada postaci symboli jest smaczkiem tego spektaklu. Joanna Banasik /Prezes/, Krzysztof Łakomik / Generał/ oraz Adrianna Jerzmanowska /Markiza/ tworzą symboliczny trójkąt tego, co w tym momencie historycznym przegrywa, ale z jaką perspektywą, przynajmniej dla stopni i tytułów. Nawet w milczeniu oni są niezniszczalni. Krzysztof Wnuk – Profesor – nie tylko uczestnik historii, lecz jej bystry obserwator. Iskrzy się ta postać, wymyka klasycznym interpretacjom. Pozornie dydaktyczna, stłamszona przez wypadki, z tragizmem za pan brat. To już jest klasa aktorska. Andrzej Bienias – asystent reżysera i Hrabia Hufnagiel. Mówiąc współczesnym językiem, także biurokracji historycznej – to lider, symboliczny jeździec kolejnej apokalipsy historycznej. Kreator kolejnych galopów. Świetny ruch sceniczny.

Zaistnieli w spektaklu Lokaje pod wyczuwalnym dowództwem Katarzyny Pietrzyk. Mimo pozornie odległej od szczytów – roli – istnieje na scenie. To umiejętność rzadka, co cenna. Emanuje z niej siła, wyczuwalna i groźna. Także w rewolucyjnej drabinie. Warto podać, że motory zbuntowanych społecznie lokajów uruchamiali – Wojciech Całka, Maciej Polak, Kuba Herzig i Mateusz Krzysztof.

Operetka jest sprawdzianem możliwości całej ekipy Teatru Witkacego – w sensie programowym, estetycznym, artystycznym, warsztatowym. Andrzej Dziuk, a tak go teraz odbieram, uruchomił operetkę naszej współczesności, a właściwie codzienności. Spokojnym, wyważonym znakiem teatralnym oznajmia – nie jestem obojętny. Nie tyle komentuję, co obnażam ludzkie paranoje, skrytki obłudnego języka polityki połączonej z dwuznacznością historii. Pozwalam wejść zgrzytom historii, także rzeczywistości. Ona tu – czy się chce, czy pragnie, czy wyrzuca poza – zjawi się spoza okien symbolicznych desek, garderoby, sali prób. Wejdzie nie rozwalając spektaklu. Nawet na koturnach.

Rewelacyjna jest scenografia Jacka Staniszewskiego. Jak rzadko się zdarza we współczesnym teatrze tak świetna symbioza barwy, kroju, idei, filozofii… Choreografia Anity Podkowy nadaje rytm historii scenicznej. Z fascynacją oglądałem ruch taneczny oraz perfekcyjną gestykę. Muzyka Jerzego Chruścińskiego w drodze do doskonałości. Wysmakowana. Nie zakłóca biegu historii. Elegancko się w nią wpisuje.

Zapisz się do naszego Newslettera Bądź na bieżąco