A A wersja kontrastowa wersja normalna

Jaga Siemaszko

Jaga Siemaszko foto Mateusz Frycz

JAGA SIEMASZKO – SZKIC

Dlaczego szkic, skoro mówię (piszę) o osobie tak wypełnionej, wręcz nasyconej tyloma barwami?
Ponieważ szkic to początek. To zaledwie zarys tego, co ma nastąpić, co jeszcze wielokrotnie można zmieniać.
Szkic, bo dla aktora każde zetknięcie z nowo napotkaną postacią, to jak rozpoczynanie życia, od pierwszego krzyku, kiedy powietrze nieznanego świata rozrywa nam płuca.
Wreszcie szkic, bo każdy to dzieło jakim jest człowiek, widzi na swój jedyny i niepowtarzalny sposób.
Dwie rzeczy stanowią wspólny mianownik naszego bytowania na tej małej (w porównaniu z wszechświatem) kulce zwanej ziemią.
Początek i koniec.
To pierwsze napawa nas optymizmem i nadzieją.
To drugie przeszywa serce bólem.
Tak. Boli mnie bardzo, że Jaga, na którą czekało tyle wyzwań artystycznych, nagle opuściła ten padół.
Był rok 1996 – ty. Jaga, to była pierwsza osoba, którą zobaczyłem w prologu spektaklu „Katzenjammer”. Przechadzała się jako Lucyna Beer, pełna gracji i tajemniczego uroku, z niesamowicie rozświetlonymi oczami. Tych oczu, tego spojrzenia, będącego melanżem wszystkich najlepszych uczuć, będzie mi na zawsze brakować.
Pomyślałem wtedy: „To jest dama”.
Miała to coś, czego nie można się nauczyć. Klasę w byciu, w słowie, które nigdy nie zahaczyło o wulgaryzmy, czy prymitywizm. Wyglądała tak, jakby unosiła się parę centymetrów nad ziemią.
Każda dotknięta przez nią rola, nabierała niesamowitej wyrazistości. Z jednej strony delikatnie kreślona, tak, by w żadnym momencie spektaklu nie skłamać, z drugiej mocna, wręcz drapieżna.
Ta dwoistość sprawiała, że każda chwila na scenie objawiała się feerią najróżniejszych barw. Głęboko zapadająca w pamięć była jej Tituba w „Czarownicach z Salem” w reżyserii Andrzeja Dziuka. Była to rola z tych, co znajdują się na pograniczu życia i teatru. Tego, co na niby z tym, co naprawdę. Rozedrganie zaszczutej przez otoczenie kobiety, odczuwało się patrząc na nią, na własnej skórze. Jej emocjonalność była wręcz namacalna. Potrafiła w niesamowity sposób używać głosu, który pomimo warsztatu, sprawiał zawsze wrażenie naturalnego, można by rzec ateatralnego, w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Historia Zośki Wariatki w spektaklu „Panotpticum” w jej wykonaniu zawsze kończyła się burzą braw. Potrafiła tak pięknie wciągnąć widzów w świat nieszczęśliwie zakochanej, odrzuconej dziewczyny, że przez kilkanaście minut ludzie wstrzymywali oddech, by nie tylko z uwagą wysłuchać jej opowieści, ale by śledzić każdy gest, drgnienie, oddech. W tej scenie traciła siebie (oczywiście, że świadomie) i stawała się tą drugą. To była Zośka. W swej śmieszności, bezradności i tragizmie. Wołająca niemym krzykiem o pomoc.
Odejdźmy jednak na chwilę od teatru, bo choć mówimy o aktorce, bez wątpienia wyjątkowej, to przecież Jaga była przede wszystkim Jagą.
Z kimkolwiek bym nie rozmawiał, ze wszystkich ust powtarzało się: „pełna ciepła”, „pełna uśmiechu”, „pełna piękna” (to ostanie chyba najczęściej). Tak można by najkrócej opisać Jagę.
Najkrócej nie znaczy pobieżnie, bo któż z nas nie chciałby aby tak piękne epitety opisywały naszą osobę. Ci, którzy żyli z nią bliżej, dodaliby z pewnością jeszcze jedno określenie, ale jakże trafnie oddające jej osobowość.
Kolorowa.
Nie mówię tu tylko o wielobarwności jej duszy, choć to na pewno wyróżniało ją na tle innych ludzi.
Chcę wspomnieć o tym, że była mistrzynią stylu, która z taką klasą i odwagą dobierała kolory, iż patrzyło się na nią, jak na najpiękniejszego motyla.
Żółcienie, fiolety, brązy, niebieskości, zielenie. Wszystko rewelacyjnie współgrające ze sobą, z porą roku i jej aktualnym nastrojem. Kiedy patrzyło się na Jagę, wszystkie smutki i zmartwienia, przynajmniej na chwilę usuwały się w kąt, ustępując miejsca pogodzie ducha i uśmiechowi. Zarażała swoją siłą i optymizmem, zawsze dążąca do celu z wytrwałością i uporem godnym jej zodiakalnego Barana. Jaga to kobieta, która na nowo zdefiniowała dobę. Zawsze miała czas dla każdego, kto o ten czas ją poprosił. Zawsze gotowa wysłuchać, zawsze gotowa poradzić i nigdy nie bojąca się o radę poprosić.
Los sprawił, że szczególnie w ostatnich spektaklach byłem blisko niej na scenie, aż w końcu w „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” Petra Zelenki w reżyserii Agaty Biziuk, miałem wielką przyjemność zostać jej synem. Był to związek trudny, bo i matka grana przez Jagę była trudną personą. Hektolitry tekstu, obwiniającego syna o wszystko, o co tylko można człowieka obwinić, wlewały się przez uszy do mojej głowy. Tembr głosu, który sobie wymyśliła do tej postaci i natarczywość, sprawiały, że wielokrotnie chciałem albo uciec, albo ją udusić. Majstersztyk pod każdym względem.
Ileż wspólnych spektakli, wyjazdów, prób po blady świt, wieczorów po spektaklach, rozmów istotnych i tych istotnych mniej. Wino, śpiew i taniec. Nie sposób tego wszystkiego zliczyć, a jednak wciąż za mało i chciałoby się więcej.
Słyszę dokładnie jej słowa w spektaklu „Halny – niebezpieczne sny” w reżyserii Andrzeja St. Dziuka, które przebijały się przez wszechogarniającą muzykę Józefa Skrzeka i jego przyjaciół. Słowa pełne mocy i wiary w życie.
„Ja nie chcę umierać! Ja wcale nie chcę umierać!”
W naszej pamięci będziesz zawsze żywa i pełna energii, mogącej zmieniać świat.

Kiedy to piszę, od momentu odejścia Jagi minęło kilka dni. Dni pełnych buntu i niezrozumienia.
Za wcześnie. Bez sensu.

Titubo, Wiedźmo z Makbeta, Korowiowie, Pani Stöhr, Gertie, Zośko Wariatko, Romantyku – Szatanie, Pani Zadarlecka, Eremito, Pani Hitz, Mamo i wszyscy inni, którzy dzięki Jadze żyliście...

Żegnajcie.

A Tobie, która ich stworzyłaś i nas tworzyłaś lepszymi ludźmi...

Dzięki.
Andrzej Bienias

_____________________________________________

JAGA SIEMASZKO

1973 - 1977 studiowała z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W latach 1981-1990 pracowała w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie, kolejne dwa lata w Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. W 1984 uzyskała eksternistycznie dyplom aktorki-lalkarki.
Od listopada 1993 do 2017 roku grała w Teatrze Witkacego.

Ważniejsze role w Teatrze

  • Ślusarz - Samotny wieczór (1991)
  • Grzech - Pokusa Calderona (1993)
  • Minna de Barnhelm - OL 12-7 (StEG, WIEN) wg Szalonej lokomotywy Witkacego (1994)
  • Arina Pantelejmonowna - Ożenek Gogola (1995)
  • Tituba - Czarownice z Salem Millera (1995)
  • Blanche Dubois - Bóg Allena (1996)
  • Narzeczona - Sonata widm Strindberga (1996)
  • Pani Pernelle - Tartuffe Moliera (1997)
  • Seyton - Tragedia szkocka wg Makbeta Shakespeare'a (1998)
  • Korowiow - Mistrz i Małgorzata Michała Bułhakowa (1999)
  • Matka, Swatka - Sanduk Ad-Dunia (1999)
  • Niańka - Kurka wodna Witkacego (1999)
  • Pani Stohr - Czarodziejska góra T. Manna (2001)
  • Gertie - Pomroczność jasna (2003)
  • Bronka - Śnieg (2006)
  • Stara - Czarny punkt (2006)
  • Eremita Okaleczony - Barabasz (2007)
  • Franciszka, Krzykaczka - Antoni S., czyli Wieża Babel (2008)
  • Żona Karabiniera, Pani Koza, Pan Zafras - Themerson - Wyrzutek (2008)
  • Dziewczyna III - Lalki (2011)
  • Tsui- OFF Niepodległość 3 D w reż. Sz. Budzyka (2012)
  • Pinabelo w spektaklu Na Niby - Naprawdę Lope de Vegi w reż. A.Dziuka (2012)
  • Matka - Opowieści o zwyczajnym szaleństwie, Petr Zelenka w reż. Agaty Biziuk (2015)
  • Pani Hitz, Matka Mary Mistral - „Czy w niebie jest cyrk” Aglaja Veteranyi, reż. Justyna Kowalska (2016)
  • Romantyk - „Dom widzących ducha” S. Gołosowker, reż. Agata Biziuk (2017)

Występowała w spektaklach: Na przełęczy, Dżuma, Appendix, Panopticum, Bal w Operze, Człapówki - Zakopane,Don Kichot Uleczony, TUUM EST.

Grała Lucynę Beer w Katzenjammerze Witkacego. Wystąpiła także w Pannie Tutli-Putli, Arce Noego i Szekspir... albo co chcecie.

Zapisz się do naszego Newslettera Bądź na bieżąco

Zapisując się do Newslettera wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych przez Teatr im. St. I. Witkiewicza z siedzibą w Zakopanem (34-500), ul. Chramcówki 15 (dalej: Teatr) w celu otrzymywania newslettera z informacjami o działalności Teatru. Zobacz więcej...